Music

niedziela, 2 listopada 2014

1.

- Rozalie! - Słyszę głos mojej mamy dobiegający z dołu.
Co nieco mnie irytuje, skoro mam na imię Nessie a na drugie Rozalie. Jaki był problem z tym by po prostu odwrócić tą kolejność? Eh, za moją mamą nie nadąże.
Jęcząc od niechcenia wychodzę z mojego ciepłego kochanego łóżka nasuwając na nogi mięciutkie kapcie króliczki. Ziewam przeciągając się i schodzę na dół.
- Rozalie! - Woła ponownie.
- Idę! - Odkrzykuje.
Wchodzę do kuchni gdzie czuć zapach świeżych tostów i kakaa , mama siedzi przy stole popijając jakąś brązową ciecz którą pewnie jest kawa.
Wysyłam jej pytające spojrzenie. W końcu nie na miejscu jest budzić mnie w niedziele o 8 z rana.
- Siadaj skarbie - Głową wskazuje krzesło popijajac kawę.
No wiec siadam.
- Coś się stało? - Pytam.
- Niee..nic szczególnego prócz tego że...dostałaś się na uczelnie HSC! - wykrzykuje a ja rzucam jej się w ramiona.
- Niemożliwe! Naprawdę?! Boze mamo, jestem taka szczęśliwa..nie wierze..nie wierze - Kryczę śmiejąc się.
Od wielu wielu lat czekałam na ten dzien. Na dzień w którym to usłyszę. Że dostałam się do swojej wymarzonej szkoły. W sumie można nazwać to college. Starałam się całe życie w szkole..szczególnie w gimnazjum. Musze mieć dobrą opinie w papierach. Jedno nie takie słowo i mogę stracić to o czym marzyłam od zawsze. Dobra praca, duzy dom, rodzina..Moja rodzina. Teraz to wszystko mogę mieć, zdobyć. Wystarczy się postarać.
- Kiedy wyjeżdżam? Za tydzień? dwa? - Siadam biorąc kubek z gorącą czekoladą do ręki i piję.
- Dzisiaj o 16.
ŻE CO?! Krztuszę się piciem i odrobinę wypluwam na stół.
- Mamo..jak to?! I mówisz mi o tym dopiero teraz?! Przecież ja nie zdąże, mam tyle rzeczy do zrealizowania..na przykład-
- Sama dowiedziałam się przed chwila, zamiast mówienia o zrealizowaniu swoich planów leć się spakój. - Moja mama śmieje się ubierajac buty. Pewnie idzie do pracy..tak tak, pracuje nawet w niedzielę.
- Kocham Cię mamo
- Ja Ciebie też - żegnam się z moją rodzicielką po czym lecę się pakować.
Biegnę po schodach potykając się przy okazji. Wpadam do pokoju gdzie wyciągam od razu kilka swoich dużych walizek. Otwieram szafę i wszystkie ciuchy układam na szybko w kostki i pakuje jak najciaśniej w walizkę. Oczywiście po to by więcej się zmieściło. Pakuję też swojego misia z którym sypiałam od najmłodszych lat, sypiałam...ta...śmieje się pod nosem zastanawiając się nad tym jak smiesznie to brzmi.
Po jakiś 3 godzinach wszystko co najważniejsze jest spakowane. Pokój jest prawie że pusty, jedynie na białej komodzie ułożone są ubrania na godzinę 16. Zakładam ręce na biodre i uśmiecham się sama do siebie..
Za chwile wybiję 10 godzina. Co by porobić przez ten czas?
Chętnie pożegnałabym się z kilkoma moimi ulubionymi miejscami w tej okolicy, ale na dworze jest tak zimnoo, nie chce mi się. Wiec robie to co lubić robie najbardziej. Z walizki wyciągam moją ulubioną książkę pod tytułem " Gwiazd naszych wina" CZytałam ją już z tysiąc razy, nie mówiąc o filmie.
W dwie godziny przeczytałam całą..no..ciekawe co teraz mam robić. 12 godzina, mam jeszcze 3 godziny ponieważ w czwartej zacznę się szykować. Biorę więc pilota i rzucam się na kanapę. Pewnie każdy zastanawiałby się dlaczego nie spotykam się z przyjaciółką czy coś..ja po prostu jej nie mam. Kiedyś miałam ale już jej nie ma. Umarła..kiedy miała 12 lat wykryto u niej białaczkę. Zmarła w wieku 17 lat czyli rok temu. Trudno jest mi się z tym pogodzić..tak mi jej brakuje.
Z rozmyślan wyrywa mnie dźwięk mojego telefonu, na ekranie wyświetla się numer mamy więc odbieram.
- Halo?
- Nessie słuchaj! Szykuj się szybko, okazało się że o 16 nie mozesz jechać bo będzie już za późno by wykupić własny dobry pokój więc zbieraj manatki, za 10 minut będę pod domem. - Rozłącza się..Dopiero po czasie dociera do mnie co powiedziała. Rzuciłam pilota gdzieś w kąt i ruszyłam przebrać się szybko, o prysznic nie musze się martwić ponieważ wzięłam go wcześniej. Układam szybko włosy, robię delikatny makijaż, pryskam się ulubionym perfumem o zapachu trukawek i biorę walizki w ręce.
Wychodzę przed dom gdzie czeka już mama . Pakujemy szybko walizki i jedziemy na lotnisko.

Na lotnisku żegnam się szybko z mamą ponieważ za 5 minut odlatuję.
- Uważaj tam na siebie Rozalie, mówię na serio..nie ufaj tym kt-
- Którzy wyglądają na złych? Mamo powtarzasz mi to już 5 raz dzisiaj, będe na siebie uważać, będę grzeczna, będę się uczyć i będę dzwonić. - Tulę się z mą rodzicielką po czym biegnę do samolotu. O walizki nie musze się martwić, są już schowane.
Usadawiam się na jakimś byle jakim fotelu pod oknem. Zakładam słuchawki na uszy i zamykam oczy wyobrażając sobie jak jest w HSC.
Czuje że ktoś się do mnie dosiada. Ściągam więc słuchawki by zobaczyć kto taki..moim oczom ukazuję się jaki punk..czy coś. Kręcone włosy, zielone duże oczy, kolczyk w wardze, tatuaże na rękach i z tego co widzę tez  i na klatce piersiowej. Jest tak zimno a ten osobnik siedzi tutajtak po prostu w zwykłej białej prześwitującej koszulce z krótkim rękawem i w czarnych obcisłych jeansach.
Spoglądam na jego twarz, rozpromieniona i uśmiechnięta..patrzy mi wprost w oczy i porusza śmiesznie brwiami na co odwzajemniam uśmiech. W jego policzkach ukazują się dwa urocze dołeczki.
- Witam pięknisie, dokąd się wybieramy? - Zaczyna.
- Daruj sobie te "słodkie" słówka. MY nigdzie - Słowo my, podkreślam dokładnie.
- Oj nie dąsaj się tak, jeszcze jakieś zmarchy Ci wyjdą i co wtedy? O ile już ich nie masz - Loczek przybliża swoją twarz do mojej udająć że szuka u mnie jakiejś zmarszczki, odpycham go i odwracam swoją twarz w stronę szyby.
- Niegrzeczna, lubię takie - mruczy mi do ucha na co cisnę mu ręką w twarz z liścia.
Naprawdę nie mam pojęcia dlaczego to robię, nigdy nie zrobiłam czegoś podonego. Czuję się z tym źle, ale w końcu zasłużył sobie.
- Czy ty kobieto zdajesz sobie sprawę z tego co właśnie zrobiłaś?! - Unosi głos.
- Nie jestem głupia. Doskonale wiem co zrobiłam, zasłużyłeś na to. - Odparłam wzruszając ramionami.
- Jeszcze tego cholera jasna pożałujesz! - warczy.
- A ja jestem Nessie, nie miło mi poznać.  - Mówię dumnie się uśmiechając.
- Przy najmniej wiem kogo zniszczę..- Nie mówiąc już nic, wstaje i odchodzi..pewnie usiadł naburmuszony gdzieś dalej. Dupek. Totalny dupek.


Ze snu wypędzają mnie czyjeś dłonie, które trząsają moimi ramionami. Otwieram oczy i przed sobą widzę jakiegoś dziadka.
- Halo, panienko
- Coś się stało? - Pytam przeciarając oczy. Zauważam też że samolot stoi.
- Sądząc po pani młodocianej twarzyczce pomyślałem że może udaje się pani do jakiejś szkoły gdzie tu ich pełno. A właśnie jesteśmy w Roselle. - Starzec uśmiecha się ciepło.
- O jezu! dziękuje panu bardzo! Jestem dozgodnie panu wdzięczna! - Wstaje szybko i wybiegam z samolotu gdzie biore swoje walizki i wsiadam do taksówki którą wymyśliła moja mama jeszcze przed wyjazdem.

Po kolejnych 20 minutach jestem na miejscu.
Walizki pomaga mi nieść taksówkarz. Wszystko jest już ustalone, mam pokój numer 69..czysty przypadek, zapewniam. Więc jest on na piętrze.Gdy rzeczy mam już rozpakowane do pokoju wchodzi jakaś dziewczyna cała w tatuażach.
- Hej! Ty pewnie jesteś....nie to kiepski pomysł, chciałam zrobić tak jak robią to na filmach..Więc jak masz na imię? - Dziewczyna choć z wyglądu nie wygląda to jest bardzo miła. Od razu zaczynamy się śmiać.
- Jestem Nessie, a Ty? - Odpowiadam z uśmiechem gdy przestaje się smiać.
- Olivia, miło mi cię poznać naprawdę! Domyślam się ze jesteś teraz moją współlokatorką. Bałam się że przyprowadzą tu jakąś tłustą typową amerykankę a tu proszę! - Tuli mnie. Olivia jest naprawdę bardzo miła.
Odpowiadam jej śmiechem mówiąc iż muszę do toalety. Udałam się i tam. Wzięłąm szybki prysznic i przebrałam się w czarne rurki i białą luźną bokserkę z ręką szkieleta, poprawiłam włosy i makijaż i wyszłam. To co zobaczyłam zbiło mnie z trupo. DOSŁOWNIE. Na moim łóżku leżał rozwalony dokładnie ten sam chłopak któremu przyłożyłam w samolocie.
- No proszę proszę..i znowu się spotykamy. - Mówi chamskim głosem równie chamsko się uśmiechając.
- Co Ty tutaj robisz? na moim łóżku? - pytam zakładająć ręce na biodrach.
- Przyszedłem do przyjaciółki, nie można?
- Nie jestem t-
- Śmiałabyś myśleć że jesteś nią Ty? - CHłopak bezczelnie wybucha śmiechem.
- Będziesz chodzić do tej samej uczelni?
- Owszem. A co, masz z tym jakiś problem?
- Tak, jest ich dużo.
- Więc słucham - Rozkłada się jeszcze bardziej.
- Na przykład b-
- O! - Do pokoju wpada Olivia - Widzę że już się poznaliście, to super, teraz porywam Ci Harrego bo mamy coś do załątwienia ale zapewniam że później będziecie mieli okazje pospędzać trochę czasu ze sobą! - Wyszli obydwoje.
Harry...przynajmniej wiem kto mnie teraz "zniszczy"
Nie myśląc już o niczym biorę byle jaką książkę w ręcę i zaczynam ją czytać. Nie wiem kiedy ..zasypiam.


To by było na tyle, w połowie pisania zaczęła boleć mnie głowa wiec pozmieniałam nieco akcję, a miało być lepiej. Tutaj macie Olivię.

Aha, i jeśli przeczytałaś/eś pozostaw po sobie komentarz, proszę. :)

Witałkę !

No siema siema, jak wiadomo nazywam się Marta i miałam już kilka nawet oki ff, były chyba okej..skoro komentowaliście. Tak myślę. Dobra do rzeczy, trochę to streszcze bo naprawdę nie mam ochoty i weny by pisać profesjonalny prolog. Akcja rozgrywa się oczywiście w Anglii.
Tutaj Vanessa Hudgens wciela się w rolę nastoletniej zwykłej dziewczyny z dobrego domu, w rolę Nessie Rozalie William.
Harry to po prostu Harry Styles..reszta też się gdzieś znajdzie.
Tu chodzi o to że wszyscy walczą o wyjazd do wymarzonej uczelni High School Company ..Im się to udaje. Szkoda tylko ze szkoła jest daleko od ich rodzin, dzielą ich kilometry. Ale co się stanie kiedy droga tych dwóch się napotka? Dwa kompletnie odległe od siebie światy. Los będzie sprawiał im .. przykre lub może nie, niespodzianki. Ale co z tego wyniknie? Nawet sama nie wiem, po prostu czytajcie.

Enjoy x